|
magnetofony/ARIA... Ktoś kiedyś mówił, że niektóre urządzenia mechaniczne mogą się zepsuć od... nieużywania. Pewnie coś w tym jest: materiały się starzeją, zwłaszcza guma, z której wykonane są zwykle paski i uszczelki. Ale z drugiej strony... ze sprzętem tego typu jest trochę tak, jak z zabytkowymi samolotami: trza ostrożnie eksploatować. Tak aby nie przewalić tego co określa resurs. :-) Bo tak po prawdzie: ile się uchowało takich magnetofonów w idealnym lub całkiem dziewiczym stanie? Kilka? Czy może kilkanaście? Bez ryski na obudowie i z niezatartymi napisami na skali potencjometrów... z pudełkiem, instrukcją obsługi i kartą gwarancyjną. Teoretycznie - jest to możliwe: trafiało się mnóstwo audiofili - fanatyków, którzy używali swoje cacka w białych rękawiczkach. Sam tak postępowałem to i wiem o czym mówię :-) Ale i tak - różne rzeczy się zdarzały a i czas robił swoje. Dochodziły do tego rozmaite kiksy fabryczne i niestabilna jakość, ot choćby zły dzień montażysty. No i potem kwintesencja tego, czyli: ocierania rolek, stukanie przekładni i tym podobne frykasy...
Po czym poznać czy Aria była intensywnie eksploatowana? Nawet jeśli nie znajdziemy uszkodzeń czy zarysowań obudowy, a głowice wydają się jak nowe - zerknijmy pod światło na paski pod suwakami... szczególnie na te od przełącznika prędkości albo poziomu zapisu: wykonane są tworzywa z charakterystyczną fakturą, zatem jeśli widać wyraźnie wypolerowaną powierzchnię, to znak, że były ostro używane. To samo dotyczy klawiszy funkcji podstawowych: zrobiono je z matowego lub półmatowego tworzywa i wytarcia od dotykania przy eksploatacji są nie do usunięcia. No chyba, że ktoś używał rękawiczek...
Ale to jest akurat dobra wiadomość. :-) |
|
|
|
artykuły |
|
|
|