zabawki i modele/PLASTICART
Wielkie pudełko, z nocnym startem konkurenta Concorde na okładce, trafiło dokładnie tam gdzie we śnie: do mnie... A po imprezie i kolacji... zaczął się dłuuugi wieczór: Tata, ja, TU-144 i talerz do zupy (znaczy się: głęboki) wypełniony wodą - w tamtych czasach podstawowe naczynie, w którym można było odmaczać sporych rozmiarów kalkomanie służące do ozdabiania pasażerskich letadeł w skalach około 1/100.
Do dziś pamiętam ten AROMAT kleju i srebrnej farby dołączanych do zestawów DDRowskich modeli. Tak wtedy pachniało dla mnie MODELARSTWO :-)))) A po godzinie około, można było kontemplować sklejony model, ustawiany na charakterystycznej podstawce. Potrafiłem godzinami gapić się na ten samolot, oglądając go z bliska i z daleka, z opuszczonym dziobem i z podniesionym (to był gadżet!)... czasem mrużąc oczy - dla zwiększenia głębi ostrości, kładąc przy tym twarz na powierzchni górnej tzw. półkotapczanu, starając się całkiem podświadomie zbliżyć punkt obserwacji modelu do analogicznego, jaki wypadłby w naturze, w skali 1:1 gdybym stał na pasie obok prawdziwego ponaddźwiękowego kolosa...
(Zwyczaj gapienia się godzinami na modele, czy to stojące w grupach za szkłem gablot, czy też na egzemplarze pojedyncze - pozostał mi do dziś. Ciekawe, czy jego geneza sięga właśnie TAMTYCH przygód z pasażerskimi samolotami sklejanymi razem z ojcem, czy może nie?..

Najbardziej charakterystyczne Plasticarty, te które polscy kolekcjonerzy pamiętają z lat 70. to edycja w pudełkach z charakterystycznymi miniaturkami okładek, wydrukowanymi na bocznych ściankach...
powiększ ilustrację
powiększ ilustrację
powiększ ilustrację
artykuły
strona startowa wyślij e-mail do autora
1 2 3
zamknij ilustrację
prolog  aparaty telefoniczne  przyrządy i pomoce  zabawki i modele  magnetofony  literatura  foto galeria  Rzeszów w tle  kontakt